Siedem krasnoludków języka polskiego

2014/12/14 Doszedł akapit: Interagować

Dziś troszkę o magicznej słowiańskiej gramatyce! Ostrzegam, będzie sporo filozofii i teorii języka, więc umysł musi być wypoczęty inaczej połowy można nie zrozumieć :).

Siedem krasnoludków

Oto one: ciszek, ciemek, ciurek, chyłek, nienacek, omacek i ukradek – ale co to niby jest?!?

Otóż te siedem słów to tak zwane krasnoludki języka polskiego, ponoć istnieją, ale nikt ich nigdy w tej formie nie widział :).

Ich ewenement polega na tym, że nigdy nie są używane w formie w mianownika, a zawsze w którymś z pozostałych przypadków… a oficjalna gramatyka zalicza je do… przysłówków!

Zobaczmy, skąd je znacie:

  1. Mówię po cichu
  2. Nie widzę po ciemku
  3. Woda leci ciurkiem
  4. Weszli do piwnicy nieco chyłkiem
  5. Wyskoczył z nienacka
  6. Szukam po omacku
  7. Patrzę ukradkiem

A teraz utwórzcie od nich mianowniki! I stąd nasze krasnoludki.

Magiczne czasowniki

A wiedzieliście, że w językach słowiańskich nie można utworzyć czasu teraźniejszego od czasowników dokonanych/jednorazowych?

Nie wierzycie? To spróbujcie!

  • Powiedzieć → Ja powiedziałem / Ja powiem to przeszły i przyszły,
  • Zrobić → Ja zrobiłem / Ja zrobię itd.

a teraźniejszego nie ma!

Wynika to z tego, że każdy czasownik można odmienić tylko w 2 koniugacjach (teraźniejszej i przeszłej – nie ma przyszłej). Ale że prawie każdy czasownik w języku słowiańskim ma 2 aspekty: dokonany/jednorazowy oraz niedokonany/ciągły to w praktyce można utworzyć 4 czasy.

  • Czasowniki niedokonane można odmienić jako teraźniejsze lub przeszłe ciągłe
  • Czasowniki dokonane odmienione tak samo zamienią się w czasowniki przyszłe jednorazowe lub przeszłe jednorazowe

Zobaczmy na przykładzie słów robić/zrobić:

  • w odmianie teraźniejszej: niedokonany robię jest teraźniejszy, ale jak go “dokonamy”, to otrzymamy zrobię, które jest już czasem przyszłym jednorazowym, to samo stanie się w innych osobach: robisz/zrobisz, robi/zrobi itd. – zmiana aspektu na dokonaną automatycznie powoduje zmianę czasu!
  • w odmianie przeszłej: niedokonany robiłem jest przeszły ciągły (znaczy tyle, że trwał przez jakiś czas, a nie przez punkt w czasie), ale jak go “dokonamy”, to otrzymamy zrobiłem, który jest przeszły jednorazowy (znaczy tyle, że był punkt w czasie, do którego czasownik się odnosi)

Całość jest dość logiczna, bo nie można czegoś “dokonać” w momencie mówienia (w teraźniejszości), ponieważ zawsze będą choć ułamki sekund pomiędzy “dokonaniem się czynności” a wymówieniem tego faktu, dlatego możemy powiedzieć: “teraz coś zrobiłem” lub “teraz coś zrobię”, ale mimo użycia słowa “teraz” to nadal nie jest czas teraźniejszy, a przeszły lub przyszły, choć od teraźniejszości dzieli go niewielka różnica.

Całość jednak ma brakujący element, co zrobić, jeśli chcemy wyrazić czynność ciągłą w przyszłości? Normalnie nie ma takiej opcji, bo czasownik ciągły w wersji niedokonanej to przecież czas teraźniejszy! Jednak nasz język ma na to sposób, korzystamy z odpowiedniej odmiany słowa “być” + czasownik w formie przeszłej lub bezokoliczniku np. Będę robił / Będę robić. Nazywa się to “czasem przyszłym złożonym”. Oficjalnie nie ma różnicy między nimi, choć wersja z bezokolicznikiem jest prostsza w użyciu i NIE niesie ze sobą więcej informacji (np. o płci podmiotu) np. Będzie robiła (wiemy, że niewiasta) ↔ będzie robić (nie wiemy kto). Prostsza forma jest też częściej wykorzystywana przez mniej wykształconą część społeczeństwa.

Brak czasu teraźniejszego od “zrobić” nie przeraził? A co jakby trzeba było zrobić na odwrót? Z czasu teraźniejszego zrobić bezokolicznik. No jak się nie da, jak się da. No przecież każdy czasownik musi mieć bezokolicznik! Skoro tak, to proszę teraz utworzyć bezokolicznik od “powinienem”… jak to niby będzie? “Powinieneć”? Ha. W słowniku będzie: “mieć powinność”, ale nie odmieniamy tego “Ja mam powinność” (choć i tak można), tylko “ja powinienem”,  a “ty powinieneś”… więc to nie jest bezokolicznik od tego słowa!

A teraz cytat na odmóżdżenie z Włatców móch idealnie oddający istotę naszej gramatyki:
- “No właśnie… Andżelika sobie szła…a ja już nie mogłem sobie sz..sz…szł…szłeć….szłejść….ku**a, co to wianki, kto to pisał?!?”

Link do wersji audio

Jesteć

Oficjalnie w języku polskim nie ma czasownika “jesteć” i jest on uznawany za podczasownik “być”. Czasownik “jesteć” zachowany jest jednak w języku polskim w formie “istnieć”. Przyjmuje to formy: Ja jestem / Ja istnieję. Co ciekawe po angielsku jest tak samo: “be” (być)→ “is” (jest), ale “exist”(“st” na końcu “exist” to nic innego jak polskie “stać”), ale w Sanskrycie już nie. Bhavati i Asti to dwa różne czasowniki.

Zauważcie, że czasownik “jesteć” odmienia się inaczej w koniugacji teraźniejszej, niż wszystkie inne czasowniki w języku polskim:

  1. Jestem, kocham, lubię
  2. Jesteś, kochasz, lubisz
  3. Jest, kocha, lubi
  4. Jesteśmy, kochamy, lubimy
  5. Jesteście, kochacie, lubicie
  6. Są, kochają, lubią

Jak widać końcówki są inne! Ale dlaczego? I skąd się wzięły?

Spróbujmy odmienić te same czasowniki w koniugacji przeszłej. “Jesteć” w koniugacji przeszłej zmienia się w “być” i tak go odmienimy:

  1. Byłem, kochałem, lubiłem
  2. Byłeś, kochałeś, lubiłeś
  3. Był, kochał, lubił
  4. Byliśmy, kochaliśmy, lubiliśmy
  5. Byliście, kochaliście, lubiliście
  6. Byli, kochali, lubili

Tym razem WSZYSTKIE końcówki są identyczne! Mało tego… sprawdźcie jeszcze raz końcówki od “jesteć” w czasie teraźniejszym… są to te same końcówki. Okazuje się, że odmieniając “być” w czasie teraźniejszym, tak naprawdę odmieniamy “jesteć” w czasie przeszłym! Ale dlaczego? Odpowiem poniżej.

Mało tego, według polskiej gramatyki w koniugacji przeszłej odmienia się czasowniki również przez rodzaje, z tego wynika, że prawidłową odmianą “jesteć” w rodzaju żeńskim powinno być: Ja jestam, Ty jestaś, Ona jesta, choć w liczbie mnogiej pozostaje problem zamiany L na Ł, bo w tym czasowniku nie ma po prostu L :).

Kolejnym ciekawym problemem jest rodzaj nijaki… otóż możemy powiedzieć: “Słońce świeciło”/, ale jeśli samo słońce chciałoby powiedzieć o sobie, że “świeciło” to powstaje problem, bo po polsku rodzaj nijaki w ogóle nie posiada czasowników w czasie przeszłym (za wyjątkiem 3 osoby lp np. było, robiło)!

W czasie teraźniejszym słońce powie: “Ja świecę”, ale w czasie przeszłym prawidłową formą byłoby: “ja świeciłom”!

Teraz pora na wyjaśnienie zagadki słowa “jesteć”, a jest to bardzo ciekawe zjawisko. Otóż tak naprawdę to nie jest przypadek, że akurat słowo “jesteć” jako jedyne odmieniane w czasie teraźniejszym przyjmuje końcówki czasu przeszłego. Tak naprawdę to słowo “jesteć” jest ŹRÓDŁEM(!) tych końcówek. Chodzi o to, że gramatycznie, to słowo “jesteć” jest jedynym słowem w ten sposób odmienianym w naszym języku, a formy czasu przeszłego tworzy się poprzez połączenie formy przeszłej czasownika (był, robił, pisał) z odmienionym słowem “jesteć”, a właściwie jego formą skróconą do samej końcówki. Na ten moment brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale jak zobaczycie przykłady, to stanie się to jasne.

  • Ja jestem pisał → Ja pisałjestem → Ja pisałem
  • Ty jesteś pisał → Ty pisałjesteś → Ty pisałeś
  • On jest pisał → On pisałjest → On pisał
  • My jesteśmy pisali → My pisalijesteśmy → My pisaliśmy
  • Wy jesteście pisali → Wy pisalijesteście → Wy pisaliście
  • Oni są pisali → Oni pisalisą → Oni pisali

Należy odjąć jest / jeste ze środkowej formy, by uzyskać ostateczną

Dla niektórych to nadal może brzmieć jak abstrakcja, oto kolejny dowód:

  • Języki wschodniosłowiańskie pomijają “jesteć” całkowicie w tworzeniu czasu przeszłego np. ru:Ja był, be:Ja był, uk:Ja buw
  • Język polski jest JEDYNYM językiem słowiańskim, który odmienia “jesteć” razem z rdzeniem “jest”, a przez to używa samych końcówek “jesteć” by uzyskać czas przeszły
  • Pozostałe języki słowiańskie (poza polskim i wschodnimi, które omówiłem wyżej) czyli południowe oraz czeski i słowacki, do utworzenia czasu przeszłego używa CAŁEGO “jesteć”

Przykłady na podstawie słowa robić (po czesku: działać, po chorwacku: czynić – chorwacki zamiast ł używa o):

  • Czeski: Ja jsem → Ja jsem delal, Ty jsi → Ty jsi delal, On je → On dela, My jsme → My jsme delali, Wy jste → Wy jste delali, Oni sou → Oni delali
  • Słowacki: Ja som → Ja som robil, Ty si → Ty si robil, On je → On robil, My sme → My sme robili, Wy ste → Wy ste robili, Oni su → Oni robili
  • Chorwacki: Ja sam → Ja sam ucinio, Ti su → Ti su ucinio, On je → On ucinio, Mi smo → Mi ucinili, Vi ste → Vi ste ucinili, Oni su → Oni ucinili

Najlepsze jest to, że po polsku możemy tworzyć czas przeszły identycznie (bez “jest” i “jeste”), nie wierzycie? Oto dwa przykłady:

  • Jam był / Ja żem był
  • Tyś był / Ty żeś był
  • On był / On był
  • Myśmy byli / My żeśmy byli
  • Wyście byli / Wy żeście byli
  • Oni byli / Oni byli

Czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że czas przeszły generujecie po prostu ze słowa “jest” połączonego z formą przeszłą czasownika? Nie spotkałem tej informacji w żadnym podręczniku do gramatyki… Zauważyłem to po prostu przez analogię do innych języków.

A wiecie, że języki zachodnie zbudowane są tak samo?

Tam jest taki dziwny podział, że czasowniki nieprzechodnie odmieniają się jak po polsku (za pomocą być), a przechodnie za pomocą mieć. Wyjątkiem jest chyba tylko angielski, który zawsze czas przeszły robi za pomocą mieć… Z tym, że tam forma przeszła czasownika najczęściej równa się imiesłowowi biernemu (tzw “trzecia forma” w angielskim, Perfekt w niemieckim, czy “-é” po francusku), chcecie przykłady?

Francuski:

  • inakuzatywne: Je suis tombé. dosł. “Ja jestem upadły.” (= “Upadłem.”)
  • inergatywne: J’ai travaillé. dosł. “Ja mam pracowane.” (= “Pracowałem.”)

Niemiecki:

  • inakuzatywne: Der Hund ist gestolpert. dosł. “Pies jest potknięty.” (= “Pies potknął się.”)
  • inergatywne: Der Hund hat gebellt. dosł. “Pies ma szczekane.” (= “Pies zaszczekał.”)

I znów jest to logiczne! Dlaczego? Otóż czasowniki nieprzechodnie zazwyczaj omawiają zmianę stanu przedmiotu, dlatego łączą się z “być”, a przechodnie zazwyczaj wymagają wykonawcy, dlatego łączą się z “mieć”!

Nieprzechodność

Cóż to znowu jest za cudo ta nieprzechodność?

Otóż w zdaniu “Motor wyprzedził samochód” tak naprawdę nie wiemy kto kogo wyprzedził! Wynika to z tego, że i mianownik i biernik mają w rodzaju męskim nieżywotnym identyczną formę i w ten sposób nie wiemy, co jest biernikiem, a co mianownikiem…

Aby w takiej sytuacji rozwiać wątpliwości, używa się tzw. strony biernej, chodzi w tym o to, że to zamieniamy rolę podmiotu i przedmiotu i teraz to przedmiot staje się podmiotem, ale jest bierny wobec przedmiotu (stąd nazwa tej strony). Bardziej zrozumiałym językiem: Jeśli napiszemy: “Samochód został wyprzedzony przez motor” to nadal formy są identyczne, ale już wiemy, że samochód jest podmiotem, a motor przedmiotem, bo przed przedmiotem stoi przyimek “przez”, który informuje nas, że “motor” to biernik. Jest biernikiem tylko w sensie gramatycznym, bo w sensie zdania to podmiot (samochód) jest bierny, bo on nic nie robi, jest wyprzedzany przez aktywny motor.

Skoro strony są już mniej więcej jasne, to przyjrzyjmy się następującemu przykładowi:

“Obszedłem jezioro” – wszystko jasne.

Więc skoro ja obszedłem jezioro, to jezioro zostało przeze mnie… obejdnięte(?!?)? Język polski po prostu nie przewiduje takiego zdarzenia!

Taki stan rzeczy (a właściwie ułomności języka) ma ogromne implikacje w naszej mowie.

Zastanówmy się przez chwilę nad zdaniami: “Dom spłonął” i “Pranie wyschło”. Jak się dobrze zastanowić, to “dom wcale nie spłonął”! ale “został spłonięty”:). Chodzi o to, że zdanie “dom spłonął” mówi, że dom jest inicjatorem / wykonawcą czynności, a przecież tak nie jest. To tak jakby na ukradziony rower powiedzieć “rower ukradł”. Dom tak naprawdę jest biernym obiektem tej czynności, tak więc prawidłowo powinno być: “dom jest spłonięty”, ale że w naszym języku nie ma takiej formy czasownika, to używamy błędnej! Tak samo jest z praniem, pranie nie wyschło, ale zostało “wyschnięte” przez np. suszarkę lub parowanie, ale że nie ma takiej formy czasownika, to mówimy, że “pranie wyschło”.

Ciekawą specyfiką języków słowiańskich jest też to, że dla czasownika nieprzechodniego mają często bliźniaczy czasownik przechodni wzbogacony tylko o “się” np. suszyć się – schnąć, topić się – tonąć, moczyć się – moknąć, palić się – płonąć.

a teraz przykład:

Marek topił się → Marek został utopiony

Marek tonął → Marek został … utonięty?!?

Pasuje tu przypomnieć zwrot Kubusia Puchatka: “Bo Ci pęknę balonik!”.

SMS-a

Jak to widzę to “mię krew zalewa”. Żeby było jasne, biernik ma dwie formy. Dla męskich żywotnych jest taki sam jak dopełniacz, a dla męskich nieżywotnych taki samo jak mianownik czyli:

Kupię dom, samochód, portfel, komputer ← biernik jak mianownik – bo to nieżywotne!

Nie kupię domu, samochodu, porftela, komputera ← po zaprzeczeniu ZAWSZE dopełniacz!

Poznam Bartka, męża, ojca, pana, pijaka ← biernik jak dopełniacz – bo to żywotne!

Ale co z trupem i nieboszczykiem? żywotny czy nieżywotny? wbrew pozorom żywotny! więc zakopałem trupa i nieboszczyka, a nie “zakopałem trup” :)

a co ze zwierzętami? obecnie żywotne, więc “czeszemy konia”, ale kilkaset lat temu zwierzęta były nieżywotne, dlatego w Panu Wojodyjowskim krzyczą “Na koń”. Tak samo kilkaset lat temu nie używano też czasem wołacza… niby krzyczano “ojcze”, “matko”, ale w zdaniu “tak mi dopomóż Bóg i święty krzyż” ewidentnie używa się mianownika zamiast wołacza!

Skoro teoria za nami, to teraz pokażę ciekawe przykłady błędów i to tak głęboko zakorzenione, że gdyby ktoś powiedział poprawnie, to byłoby to tak rażące, że część z nas by takiego “zbytnio poprawnego” przywołała do porządku:

Skoro jemy: ser, rabarbar czy chleb, to dlaczego jemy bananA czy hamburgerA?!?

Skoro wysyłamy: list, prezent czy karton to skąd u diabła w reklamach wysyła się sms-a? A skąd tam w ogóle jest myślnik? Od kiedy to odmieniając przez przypadki dodajemy myślnik? Może faktycznie powinniśmy jeść banan-a, z myślnikiem według tej samej logiki?

Oto przypomnienie przypadków:

Afonetyczność

Od dziecka jesteśmy uczeni, że język polski jest fonetyczny, jak się pisze, tak się czyta… oczywiście są od tego wyjątki regularne jak np. czytanie głosek dźwięcznych jako bezdźwięczne np. kredka → kretka. Ale jest słowo, w którym zmieniamy wymowę w inny sposób, to słowo to “linia”.

Porównajmy dwa słowa: “lina” i “linia”… w wielu językach brzmią tak samo np. en:line, u nas jest różnica w miękkości “N”.

A teraz porównajmy dwa zdania:

  1. Akrobata idzie po linie.
  2. Samochód wjechał na linię.

Według zasad wymowy języka polskiego, końcowe Ę czyta się jak E, więc wymowa tych słów powinna być identyczna. Ale nie jest! Proszę wymówić oba zdania i usłyszycie różnicę. Słowo “linie” czyta się faktycznie fonetycznie, ale słowo “linię” czytamy “lińje”. Długie “ni” skracamy do “ń”, za to “i” wydłużamy do “j”! Jeśli nadal nie słyszysz różnicy, to spróbuj wymówić poniższe dwa zdania, a powinna być już widoczna:

  1. Samochód wjechał na linie holowniczej do warsztatu
  2. Samochód wjechał na linię rozdzielającą pasy ruchu.

Interagować

Kiedyś odczułem bardzo poważnie brak czasownika od słowa “interakcja”. Nie wiedziałem jak nazwać kontakt mojej niemowlęcej córki z rówieśnikami. Mowa to nie była, a po prostu interakcja. Ale mówienie “wchodzi w interakcję z innymi dziećmi” brzmiało co najmniej dziwnie. I do tej pory nie wiem jak taką czynność nazwać, a że słowo było mi potrzebne, to ułożyłem: Interagować!

Zastanawiacie się pewnie dlaczego właśnie ta forma? Bo właśnie ta jest prawidłowa :).

Kiedy to słowo powstało w łacinie, to zarówno K jak i G zapisywano tym samym znakiem. Później doszło do rozdzielenia znaków dla wersji dźwięcznej i bezdźwięcznej, więc problem zapisu się pojawił. Mamy słowa jak Akcja i Akcyjny. Mamy też Redakcja i Redakcyjny, ale czasownik to Redagować, a nie Redaktować! Mamy też Reakcję ale Reagować! Więc od Interakcji jest Interagować :).

Ciekawostką jest to, że w języku Esperanto jest taki sufiks jak -AGI (a nie -AKTI), który właśnie dodaje sie do słowa by oznaczyć akcję / czynność. Co ciekawe słowo ma polskie korzenie, chodzi o święto Godowe, które obecnie nazywamy Bożym Narodzeniem. Ze względu na to, że w ten dzień słońce po raz pierwszy podnosi się na horyzoncie, to jest to znak odrodzenia i działania natury. W kilku językach -AGI zachowało sie w formie zbliżonej do polskiego “God” np. ie:Aigid (kierować, działać), walijski:Agit (działać) i oczywiście Sanskryt: Ażati (kierować, rzucać). Inną pochodną tego słowa jest po prostu: Agitacja (działanie). Nie daleko tu już do imienia Agata, która co prawda nie pochodzi od “działać”, ale od bycia “dobrym”, bo “God” oznacza również “dobry” po polsku np. w wersji “godny” i “pogoda”. Dokładniej to słowo opiszę w artykule dotyczącym Bożego Narodzenia. Liczę, że wyrobię się do świąt :).

Lub i Albo

Myślę, że zdecydowana większość z Was jest przekonana, że te słowa są równoważne, ale to nieprawda! Są sytuacje, w których różnica jest zauważalna! Szczególnie w prawie.

Podam dwa przykłady:

  1. “Z internetu możesz skorzystać na laptopie lub na stacjonarnym”
  2. “Z internetu możesz skorzystać na laptopie albo na stacjonarnym”.

Z pierwszego zdania wywnioskować możemy, że internet podłączony jest do obu urządzeń i z którego nie skorzystamy to internet tam będzie. Z drugiego natomiast można wywnioskować, że internet podłączony jest tylko do jednego z nich, ale nie wiemy do którego, więc możliwe, że będzie trzeba użyć z obu, by skorzystać z internetu.

  1. “Wygrasz tablet lub telefon” – wygrasz co najmniej jedno urządzenie
  2. “Wygrasz tablet albo telefon” – wygrasz dokładnie jedno urządzenie
  3. “Wygrasz tablet bądź telefon” – wygrasz co najwyżej jedno urządzenie (a możesz nie wygrać nic!)

A teraz bubel prawny!

Wiedzieliście, że w Polsce według prawa kradzież z użyciem przemocy pod warunkiem doprowadzenia do nieprzytomności jest legalna i nie podlega karze? Sądy oczywiście to prawo masowo łamią i skazują delikwentów, zasłaniając się własną interpretacją tego co ustawodawca miał na myśli, ale nie zmienia to faktu, że według zapisu w kodeksie taki czyn NIE JEST KARALNY!

A dlaczego?

Art. 280 § 1 Kodeksu karnego:
„Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności podlega karze (…)”

W skrócie: Jeśli ktoś kradnie używając przemocy ALBO doprowadza człowieka do stanu nieprzytomności podlega karze, co oznacza tyle, że musi zrobić ALBO jedno ALBO drugie by podlegać karze, jeśli zrobi I jedno I drugie, to nie spełnia warunku dla czynu podlegającego karze! Ot taka ciekawostka :).

Druga część

Kontynuacją tego artykułu po części jest: Słowiański ABS czyli Absolutny Brak Samogłosek. Zapraszam!

 

Podobało się?

Nie blokujemy żadnych treści! Sam wyceń te informacje! Stronę odwiedza ponad 150 000 osób miesięcznie. Gdyby każdy dorzucił chociaż 5PLN to starczyłoby nawet na własną minitelewizję :)

Kliknij, by rozwinąć więcej info o Flash-Cash.org

Info językowe
Info historyczne
Sposób opisania
Summary

43 thoughts on “Siedem krasnoludków języka polskiego

    • To samo napisałem w artykule. Jednak podobne aspekty jednorazowość/ciągłość są np. w angielskim: I do / I am doing (robię jednorazowo / robię ciągle)… choć nie mają one znaczenia dodatkowego jako dokonany/niedokonany jak po polsku, choć w czasach nieteraźniejszych już mają… np. I will be doing / I will do oraz I was doing / I did… zmiana aspektu ciągłego na jednorazowy w czasach nieteraźniejszych powoduje automatyczne dokonanie czynności, nieprawdaż? Więc tak naprawdę po angielsku możesz utworzyć czas dokonany teraźniejszy np. I do, ale że po polsku nie mamy teraźniejszego dokonanego, to nie mamy jak tego przetłumaczyć prawidłowo na polski, stąd akcentuje się zmianę ciagłości w jednorazowość, ale dokonaności już nie, bo przeciętny polski uczeń nie zrozumiałby co nauczyciel ma w ogóle na myśli.

       
  1. Po serbsko-chorwacku ty jesteś = ti si. Nie zgodzę się, że j. polski jest językiem ułomnym tylko dlatego, że nie można wydzielić pewnych form z niektórych słów, bo inne języki również zachowują się podobnie. A język angielski jest językiem niemalże kreolskim, jeśli chodzi o leksykę i gramatykę (wiem, mnogość czasów jest duża, tak duża, że przeciętny Anglik używa ich tylko 3…, bo skoro z kontekstu można to po co utrwalać mit o “wielkim” angielskim), podobnie jak bułgarski i macedoński, które mają skrajnie uproszczoną gramatykę w stosunku do reszty języków słowiańskich. Zastanawia mnie, dlaczego np. dolno- i górnołużycki zachowały 6 przypadków i szczątkowy wołacz, a bułgarski i macedoński tylko 2, mimo że Bułgaria jest dużym narodem. Z czego to wynika? Wracając do angielskiego, to wstyd, że taki język jest promowany na język świata. O wiele bardziej wolałbym mówić po litewsku, co w dobie prześladowań Polaków w tym kraju może zabrzmi dziwnie.

     
    • Nie miałem na myśli, że polski jest ułomny. Chodziło, że język jest ułomny. W domyśle każdy język, bo każdym języku są konstrukcje myślowe, których za pomocą języka prawidłowo nie przedstawisz. Po angielsku: “He’s home” tłumaczy się, że on jest w domu, a nie On jest domem (a w zasadzie tyle to znaczy). A jeszcze lepiej jak He zamienisz na imię… np. Roger’s home to w zasadzie mówisz, że Roger jest domem, a masz na myśli, że to jego dom. To właśnie ta ułomność języka. W wymowie np. nie można po angielsku odróżnić nocnego deszczu i nocnego pociągu. A wchodząc do sklepu, jeśli poprosisz o pomarańcze (oranges) prawie na pewno dostaniesz sok pomarańczowy (orange juice), bo wymowa jest na tyle podobna, że u obcokrajowca ciężko wyłapać różnicę. Po polsku jest tak samo np. z kotem pocztowym :)… kiedy mówisz, o gołębiu pocztowym, to każdy wie, że chodzi o zwierzę, ale jak zapytasz kogoś o coś takiego jak “kot pocztowy” to Ci odpowie 00-950 albo coś w tym stylu :).

      Słowacki też ma 6 przypadków. Tylko niektóre słowa mają wołacz inny od mianownika np. Otecko! (Ojcze) jak mianownik, ale już Mamicko! (Matko) inny od mianownika. Nie wiem jak to się stało, że bułgarski ma tylko dwa… choć mogę domniemać, że chodzi o to, że to po prostu język wyuczony, a nie ojczysty. Znaczy niesłowiański naród nauczył się mówić po słowiańsku w uproszczonej formie. Mogli to być zarówno Grecy jak i Turcy, albo jeszcze kto inny.

      Co do angielskiego, to też nie lubię tego języka (a moja córka niestety uwielbia). I choć to drugi język w którym mówię najlepiej, to nie używam go jeśli nie muszę. Użyję zawsze każdego innego, byleby nie angielskiego. Dla mnie to po prostu język okupanta numer jeden. Potem dopiero rosyjski, niemiecki i łacina.

       
  2. Moze sprobujemy okreslic, ktory jezyk europejski jest starszy.
    Dla przykladu moje oszacowanie – angielski to tak dopiero od sredniowiecza XIV w. Lub dopiero XV w. gdyz wczesniej dwor mowil dialektem francuskim a lud dialektami celtycko – germanskimi. Francuski – najwczesniej od Charlemagne VIII /IX w jako polaczenie laciny z elementami jezyka Frankow i to uzywany jako jezyk “rzadowy” obok lokalnych dialektow. Polski – oficjalnie juz od IX w. Lub wczesniej jesli przyjmiemy, ze jezyk lechicki = polski a praslowianski = prapolski to co najmniej od 2.500 lat czyli co najmniej jak lacina lub starszy czyli polski jest synem / corka sanskritu a francuski, angielski, niemiecki wnukami lub prawnukami.

     
    • To Sanskryt pochodzi od języka pralechickiego a nie odwrotnie. Ariowie zanieśli swój język do Indii oni pochodzili z Kazachstanu a wcześniej z rejonu mniej więcej Polski i w szerokim tego słowa znaczeniu byli Lechitami tak jak my.

       
      • Tu pojawiaja sie ciekawe pytania – ilu musialo ich byc, zeby podbic Indie? My Polacy wiec pochodzimy od ich kuzynow ale pewnie Baltowie tez czyli dawni Prusowie, Lotysze i Litwini. Ale tez i Czesi. Gdzies slyszalem, ze jestesmy tylko czastko dawnych Wielkich Indii.

         
        • Genetycy udowodnili, że ojczyzną Indoeuropejczyków są Kujawy. Tam rozpoczęła sie wędrówka ludzi, którzy dotarli do Indii jako Ariowie.Przecież link jest w komentarzach pod artykułem o sanskrycie. Nie tylko link ale i najważniejszy cytat ze strony z badaniami genetycznymi.

           
  3. Te polskie krasnoludki znów takie niewidzialne nie są. Jestem przekonana, że tkwią w polskich nazwiskach. Znam rodzinę o nazwisku Ciszek oraz Ciurko (choć do tego drugiego nie jestem pewna, czy to rzeczywiście od ciurka).
    Natomiast nie wiem co jest ze mną źle, ale przy przykładach z “lub” i “albo” pomyślałam dokładnie na odwrót niż zostało wyjaśnione. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że tak właściwie to różnicy nie widzę (wcześniej zasugerowałam się mocno stwierdzeniem, że takowa jest).

     
    • Dowiedziałem się o tym niedawno (dosłownie kilka dni temu), więc nie mam jeszcze zdania na ten temat, ale to że Leonardo DiCaprio był wychowywana przez takiego Polaka, to już daje do myślenia. O Leonardo można powiedzieć różne dziwności, ale na pewno nie to, że to idiota. Nie odnalazłem jeszcze prac tego gościa, bo te rzeczy o Wyspie Wielkanocnej czy Matterhornie wyglądają bardziej jak fantastyka, ale mój blog na pierwszy rzut oka też tak wygląda, więc chcę wniknąć w ten temat.

       
      • pomysł szukania (przez Szukalskiego nomen omen) nazw polsko-słowiańskich za granicą bardzo mi się podoba :)
        ciekawe czy można gdzieś znależc tą listę miejscowości w Szwecji,
        na razie sam znalazłem tylko kilka:
        Arlöv
        Svalöv
        Glumslöv
        Solna
        NACKA ÖSTRA
        GRÖDINGE
        Ruda
        wogóle nigdy o nim nie słyszałem, być może propaganda go przemilczała ze względu na Toporła.

         
    • Ten słownik Szukalskiego, Macimowy pytałem się w bibliotece, nie mają pojęcia o nim, w internecie też nie potrafiłem znaleźć. Może wiecie gdzie go znaleźć?

      Chyba że to jakiś biały kruk.

       
    • Poszukałem u Wandaluzji informacji o Wyspie Wielkanocnej no i proszę, są takie :D :D

      “Mitologia chińska ma takie źródło jak indyjska, a obie pochodzą z ZEWNĄTRZ (E. T. C. Werner, Myths & legends of China, London-Bombay-Sydney 1934). Mumie kaszgarskie, które wypada uważać za sarmackie, są rude lub blondwłose a Żółty Cesarz walczył z miedzianogłowymi. Chińska ceramika malowana łączy się z europejskim typem długogłowym, podobnym do mumii kaszgarskich. Ponieważ ekspansję oceaniczną zapoczątkowała dynastia Szang a w VI w. pne pisano o wyspach Wiecznej Szczęśliwości na oceanie więc niewykluczone, że wobec zarządzonych przez Żółtego Cesarza rzezi Miedzianogłowych Sarmaci uciekali na Ocean – co tłumaczyłoby dziwny typ antropologiczny rzeźb Wyspy Wielkanocnej z czerwonymi włosami.

      Wg ogłoszonych w Leningradzie danych tybetańskich, że Chińczycy wiedzieli o kontynencie amerykańskim już w II tysiącl. pne, to zagrożeni przez Żółtego Cesarza Sarmaci mogli załadować się na statki i płynąć żeglugą DRYFOWĄ do Peru, ale zostali porwani przez burze i rzuceni na Wyspę Wielkanocną, gdzie – przy pomocy przywiezionych narzędzi żelaznych – zbudowali posągi, jako SOS DLA SARMATÓW. Biorąc pod uwagę pokrewieństwo języka keczua z tureckimi to Szangowie mogli być Turkami, importującymi miedź czylijską i cynę boliwijską, które przeładowywano z żeglugi dryfowej na żaglową w Kolonii – co jest wnioskiem do brązów szangowskich.”

       
    • No i jeszcze to,na ten sam temat:

      ” W r. 221 pne pochodzący z Tybetu Pierwszy Żółty Cesarz rozgromił Sarmatów przy pomocy Turków i kazał mordować wszystkich czerwonowłosych, którzy uciekali na ocean. Jakiś statek rozbił się na Wyspie Wielkanocnej, a że był załadowany żelazem to zbudowano posągi z czerwonymi kapeluszami chińskimi jako SOS DLA SARMATÓW. “

       
    • ciekawe – to przyklad tez jak ktos kto prowadzi poszukiwania niezgodne z obowiazujacymi teoriami dostaje latke pseudonauki i nie mam na mysli jego lokalizacje prasiedzib ale jak najbadziej sluszny pomysl poszukiwania nazw slowianskich w Skandynawii zwlaszcza Danii.

       
      • Tylko jak szukać nazw słowiańskich w Skandynawii, zwłaszcza w Danii skoro Polacy są nad Wisłą od epoki lodowcowej i ich język jest tysiące lat starszy niż skandynawskie? :) Kopenhaga po czesku to podobno dalej Kodeń bo taka była słowiańska nazwa tego miasta.

         
        • Ale chwileczkę, chyba źle zrozumiałem:) Tobie chodzi chyba właśnie o to, że nazwy skandynawskie to tak naprawdę zniekształcone stare nazwy słowiańskie.Źle zrozumiałem przy pierwszym przeczytaniu, w niedzielny poranek słabiej kontaktuję po atrakcjach sobotniej nocy: D

           
          • dokladnie o to mi chodzilo – zastanawialo mnie tez ze w nazwach jest duzo koncowek ski ska svenska, norski etc

             
          • Te końcówki są w każdym języki słowiańskim i germańskim… myślałem, że już pisałem o tym w którymś artykule…

            po polsku jest -ski, -ska
            po skandynawsku -sk, -ska
            po niemiecku: -isch (k przeszło w ch)
            po angielsku: -ish (k przeszło w h)

             
        • Nie Kodeń, a Kodań, ale sens ten sam :). Czesi w ogóle używają często oryginalnych nazw np. Videń (Wiedeń), Carhrad (Konstantynopol), Kodań (Kopenhaga) czy Kahira (Kair), akurat etymologii nazwy Kodań nie znam… a Kopenhaga to nadal polska nazwa :)… Bo chyba “Kupować” to każdy rozumie :). A Haga w tym znaczeniu to port, niestety nie wiem z jakiego polskiego słowa pochodzi, należy szukać czegoś okrągłego, co ma wymowę podobną do kup, sup, kof, sof, hof, hop.

           
  4. W logice dwuwartościowej dwa zdania połączone spójnikiem ,,lub” to alternatywa, a dwa zdania połączone spójnikiem ,,albo” to alternatywa wykluczająca, jednak może zajść taka sytuacja, ze dwa zdania w alternatywie wykluczającej mogą mieć wartość zero. Wtedy wartość logiczna zdania p albo q jest zero.
    Przyznaję, że słowa ,,bądź” nie łączyłam z tą ostatnią sytuacją.
    Według mnie, nieprawidłowo sformułowany język prawniczy, to konsekwencja braku poważnego podejścia do zajęć z logiki na tzw. prawie.
    Pheonixie, dziękuję za ten wpis. Trafia na mój ścisły grunt. Nigdy nie spotkałam się z tak opisanym czasownikiem ,,jesteć”. Gramatyka języka polskiego bardzo mi się niegdyś w szkole podobała. Prawdopodobnie przez swoją ścisłość właśnie:))

     
    • Bo takie opisy nie istnieją :). To tak jak ostatnio zrobiłem wywód z podziałem ludzi na egoistów (nie w znaczeniu przeciwieństwa altruistów), superegoistów i idystów (użyłem nomenklatury Freuda, bo wydała mi się w tym akurat przypadku trafna)… pomijam tu już co miałem do przekazania :)… okazało się, że wśród słuchaczy była osoba po jakiejś psychologii (ale nie była psycholożką)… i najlepsze jest to, że ona mi powiedziała, że nie spotkała się z takim podziałem ludzi nigdzie… ale zapytałem ją, czy to co mówię w związku z tym uznaje za nieprawdę lub złudzenie? Powiedziała, że zgadza się ze mną, że faktycznie ludzi można podzielić wedle tego co mówiłem, ale na psychologii tego w ogóle nie było. Może nie wiedziała wszystkiego, a może faktycznie nie zauważono tego podziału wcześniej :). Jak będę miał więcej czasu, lub na tym blogu już opiszę większość tego co wybadałem na temat języków w kontekście naszego języka, to może założę blog polityczny lub psychologiczny dając tam podobne artykuły ale odnośnie polityki/politologii i psychologii… bo też mi brakuje miejsca, gdzie takie zagadnienia są opisane z jednej strony prostym, a z drugiej dosadnym językiem, tak żeby trafić z tym pod strzechy. By nie było to już postrzegane jak czarna magia, bo jest prostsze niż się na pierwszy rzut oka wydaje (mój blog o językach miał taki cel, by trafić z lingwistyką pod strzechy i pokazać, gdzie są oczywiste wałki).

       
  5. Szanowni
    Polecam artykuł o najstarszym odkryciu związanego z kołem.
    Jest to przyczynek do dyskusji o tym jak niewygodne są odkrycia archeologiczne w Polsce, jak pseudonauka broni się przed nimi bo Niemcy mogą być niezadowoleni.
    http://futurepresent-past.blogspot.com/2014/11/woz-z-bronocic-pierwszy-zapis-koa-i.html
    Przy okazji, najstarsze na świecie sery:
    http://archeowiesci.pl/2012/12/13/najstarsze-sery-swiata-z-polski/

    Zorientowani zapewne wiedzą, że mamy w Europie trzy rzeki o nazwie Odra:
    – Jedna z nich jest nam dobrze znana – ta, która płynie przez Wrocław i Szczecin
    – Druga z nich płynie przez Chorwację
    – Trzecia płynie przez Hiszpanię
    I teraz pytanie do refleksji językowej – skąd taki sam hydronim w trzech różnych częściach Europy?

     
    • O kole pisałem w artykule Ocean jest naokoło nas. O serach nie wiedziałem, dodałem sobie do przeczytania. Dzięki.

       
  6. W kwestii art. 280 § 1 Kodeksu karnego:
    przepisy kodeksów są skonstruowane w sposób, który z założenia ustawodawcy ma wyczerpywać znamiona przestępstwa.
    W tym wypadku kradzieży. Czyli:
    a/ kto kradnie używając przemocy wobec osoby podlega karze;

    b/ kto kradnie używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem podlega karze;

    i analogicznie do pozostałych znamion tego rodzaju przestępstwa.
    Czyn podlegający karze jest zbiorem pewnych składowych, które określa się jako znamiona. Per analogiam przestępstwo kradzieży może mieć różne oblicza w zależności od znamion jakie wyczerpuje.

    Zatem interpretacja sądów wydaje się być jak najbardziej właściwa. :)

    P.S. bardzo ciekawa strona.
    pozdrawiam i czekam na kolejne perełki.

     
    • Cieszę, że się podoba. Wiem jak sądy interpretują. Chciałem tylko zaznaczyć, że jest to alogiczne w sensie językowym.

       
    • Dziękuję. Kilka wpłat już było, niektóre nawet sporo większe niż te proponowane 5 PLN :). Dzięki, czuję się doceniony! :)

       
      • Nie jestem językoznawcą, ale na logikę to mi Twoja interpretacja nie pasuje.

        Cytowany fragment:
        „Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności podlega karze (…)”
        Mamy: używając, doprowadzając.

        Twoja interpretacja:
        “Jeśli ktoś kradnie używając przemocy ALBO doprowadza człowieka do stanu nieprzytomności (…)”
        Mamy: używając, doprowadzA

        Na mój chłopski rozum, interpretacja:
        “Jeśli ktoś kradnie używając przemocy ALBO kradnie doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności (…)”

        I tak mi się to klei. Ponadto po “Kto kradnie” jest przecinek, co mi sugeruje że potem będzie właśnie wymienianie czasowników, które się z tą frazą łączą.

         
        • Z punktu widzenia logiki: ALBO wyklucza. Co znaczy, że jeśli wystąpią oba warunki, to całe zdanie jest nieprawdziwe.

          http://www.wikiwand.com/pl/Alternatywa_wykluczaj%C4%85ca

          Chłopski rozum często myli I, LUB oraz ALBO. Chłopski rozum głupieje też przy wielokrotnych przeczeniach. Mam czteroletnią córkę, która na pytanie: Nie chcesz zupy odpowiada prawidłowo: Tak (Nie chcę), Nie (Chcę). A dorośli mają z tym problem :).

           
    • Nie rozumiem? Chodzi o czas teraźniejszy od powiedzieć? Powiedzieć jest dokonany / jednorazowy, a Powiadam jest niedokonany / ciągły. TO dwa różne czasowniki (choć połączone). Powiadam jest od Powiadać, a nie Powiedzieć.

      To tak jakby powiedzieć, że ja “porabiam” jest od “robić”, a jest od “porabiać”.

       
    • No dokładnie… :) Niesamowite jak można się przyzwyczaić do “błędnej” formy. Trochę to podobne do słów: “Nie ma LÓG”, “Nie ma TEŁ”. Ze względu na to, że rzadko używa się dopełaniaczy liczby mnogiej od tych słów to też brzmią “dziwnie”.

       

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>