Ziemia naszym Domem

Z tego artykułu dowiesz się, że:

  • Damian nie jest imieniem greckim, a słowiańskim!
  • Adam nie jest imieniem hebrajskim, a słowiańskim!
  • Od którego polskiego słowa pochodzi Homo Sapiens i Homoseksualista
  • Dlaczego Kamienie są podstawą współczesnego transportu i współczesnej metalurgii
  • Wulkan to słowiańskie słowo

Damian

W słowniku etymologicznym napisane będzie tak:

From the Ancient Greek name Δαμιανός ‎(Damianós) which was derived from δαμάω ‎(damáō, to tame). Name known in Ancient Greece, later borne by Christian saints.

Co w takim razie znaczy Damianos? Otóż Damianos znaczy Oswojony. Oczywiście polskie słowo Oswojony nie przypomina greckiego Damianos, prawda? Ale czy Oswojonego możemy nazwać jakoś inaczej w języku polskim? Tak, dobrze myślisz Oswojony=Udomowiony. Co znaczy Oswojony? No taki, który był obcy, a teraz jest Swój (czyli trzymamy go u siebie). A co znaczy Udomowiony? No taki, który był obcy, a teraz jest u nas w domu czy na naszej ziemi. Czyli to samo. Czy Damianos i Dom (Udomowiony) to to samo słowo? Tak! Damianos jest to grecki przymiotnik utworzony od naszego słowa Dom. A skąd wiemy, że Dom to nasze słowo i przeszło do łaciny (po łacinie Dom to Domus), a nie na odwrót? Otóż dowodem na to jest nasze słowo Ziemia. Dom i Ziemia są tym samym słowem, gdyż D i Z w przeszłości były tą samą głoską. Właściwie to nadal są tą samą (czubek języka na podstawę zębów), tylko D wymawia się punktowo, a Z długo (tak samo jak B i W czy K i CH). Chodzi o to, że możesz powiedzieć: ZZZZZ, WWWWW czy HHHHH, ale nie możesz DDDD, BBBB czy KKKK (bez wstawiania samogłosek pomiędzy).

Kamienne domy i drogi

Od polskiego słowa Dom/Ziemia pochodzą nie tylko el:Damianos (Oswojony), la:Domus (Dom), en:Domestic (Lokalny) czy en:Tame (Oswajać, Ujarzamiać D→T), ale też en:Home (Dom, Kentumizacja: Z/D→H), de:Heim (Dom, Kentumizacja), ale też fa:Zami (Ziemia) i oczywiście la:Humus (Ziemia, Kentumizacja Z→H) i he:Adama (Ziemia).

Jak nie kojarzysz słowa Humus, to zapewne kojarzysz Ekshumację, czyli dosłownie Odziemianie.

Co ciekawe, prawie wszystkie języki (poza słowiańskimi) nazywają ludzi po prostu Ziemianami od naszego słowa Ziemia. Po litewsku brzmi to Żmuo (Człowiek), porównaj Żemaitija (Żmudź) czy Żmuda. Po germańsku utworzono no:Gume (Człowiek), gocki:Gumi (Człowiek). Po łacinie Homo, porównaj Homo Sapiens, Humanitarny itd (nie mylić z Homo np. w Homoseksualista, które jest skentumizowanym naszym słowem Sam/Samo w sensie Taki Sam). Greckie Demos (Ludność) też utworzono w ten sposób z naszego Ziemia/Dom. Słowo to połączono ze słowem Kratos (Władza), które pochodzi od naszego Kraj/Król i tak powstała reklamowana nam od dziecka (choć nigdy w praktyce nie wdrożona) Demokracja. U Celtów to słowo znajdujemy w formie Dam (Tłum). Ciekawe jest to, że Żydzi w ten sam sposób utworzyli Adama. Słowo Adama (Ziemia, Z→D) jest rdzeniem dla słowa Adam (Człowiek).

Słownikowa bzdura

W słownikach wśród pokrewnych znajdziecie również de:Erde (Ziemia), en:Earth (Ziemia), ar:Arda (Ziemia), el:Khton (Ziemia) i sa:Ksa (Ziemia).

Nie wiem skąd mądre głowy to wytrzasnęły. Na siłę stworzono praindoeuropejski rdzeń Degom (Ziemia), żeby przyłączyć również te rdzenie do naszej Ziemi. Prawidłowo zrekonstruowany rdzeń Praindoeuropejski/Prasłowiański powinien brzmieć Zema/Zemia/Ziemia, ale byłoby to zbyt podobne do słowiańskiego, więc wymyślone zostało Degom (!?!?!). Pewnie ten, kto to wymyślił jakiś medal za kreatywność dostał.

Wyjaśnię:

  • Erde, Earth i Arda pochodzą nie od Ziemia, a od Rodzić (porównaj: Ruda Żelaza, Ruś, Rus, Ruotsi, Rama, Roma, Rzym, Rudy, Eros, Rdzeń, Rodzaj itd). Ten rdzeń też oznacza przestrzeń, ale bardziej chodzi o aspekt rozmnażania, powiększania, grupowania itd.
  • Khton i Ksa nie pochodzą od Ziemia, a od rdzenia KS, który oznacza szeroko rozumiany Pojemnik oraz wtórnie władców tego pojemnika (porównaj: Kosz, Koś (Sabdkoś), Kosmos, Akaśa, Książka (zbiornik na tekst), Kśotra, Książę, Ksiądz, Księżyc, Kiszka (zbiornik na jedzenie), Kisić → Skisłe mleko → Cheese, Kase, Queso). Khton znacie ze złożeń: Autochton i Allochton.

Rzymskie drogi

Od Ziemi i Domu pochodzi też słowo Kamień (Kentumizacja) i Zamek. Od naszego Kamienia, którym utwardzano Ziemię i budowano z niego drogi wzięła się łacińska nazwa drogi czyli la:Camminus (Droga), porównaj es:Camino/Caminar (Droga, Chodzić), fr:Chemin (Droga)

Kamienne piece

Każdy Słowianin wiedział, że trzeba się ogrzać, a najlepiej ciepło trzyma Kamień (dlatego po dziś dzień piece buduje się z kamienia). Dla Greków, którym było ciepło z natury, a lasów u nich nie było (więc nie mieli nawet czym bidoki palić), oglądanie naszych pieców było cudem techniki. Kiedy pytali Słowian: “co to na Zeusa jest?” Słowianie odpowiadali, że Kamień, nie przypuszczając, że ktoś nie wie, co to piec i po prostu tłumaczyli z czego jest zrobiony (bo można było też ziemny, skalny i inne takie – trochę temat pieców poruszam w artykule: Głodnemu chleb na myśli). Nie dziwi więc Was już, że greckie słowo Kaminos oznacza po prostu Piec, Ogień czy Kuźnię.

Należy tu bezwzględnie zaznaczyć, że piece to wymysł Słowian, bo pozostałe społeczności NIE ODCZUWAŁY POTRZEBY ICH BUDOWY! Dlatego wszystkie określenia ognia, pieczenia, pieca czy wytopu metali są SŁOWIAŃSKIE. Porównaj np. Ogień → Agnieszka (po grecku znaczy: Oczyszczona przez ogień). Piec → Cook (P przechodzi w K/Cz/C np. Pięć → Cinque).

Teraz już zapewne rozumiesz dlaczego to właśnie Słowianie zapoczątkowali Epokę Żelaza na świecie. Bo tylko my byliśmy do tego zdolni (mieliśmy i zimno i lasy i szybko zakumaliśmy jak to połączyć).

Powyższa mapa przedstawia zasięg kultur znających obróbkę żelaza w 3000 lat temu i pochodzi z Wikipedii:

https://www.wikiwand.com/pl/Epoka_%C5%BCelaza

Nie daj sobie wcisnąć, że Łużyczanie, Miłogrodzianie, Czarnolesi czy Protoscytowie to jacyś Germanie (na Wikipedii każdy lud na terenie słowiańskim nazywany jest wschodniogermańskim, byśmy myśleli, że to tereny niemieckie – chodzi o to, że nazwa Germanie zawsze oznaczała Słowian – dopiero później przejęli ją Niemcy na terenach słowiańskich – więcej w artykule: Niemcy, jacy Niemcy?). Słowianie są na tym terenie nieprzerwanie od min. 10 000 lat, co potwierdzają badania haplogrup.

Komin i Kominek

Skoro już wiemy, że Grecy piece nazwali Kaminos od naszego Kamień, nie powinno dziwić, dlaczego my nasze po dziś dzień nazywamy Kominek (ten sam rdzeń, co Kamień). Nie jestem pewien, w którą stronę przeszedł Komin, bo słowo to jest panaeuropejskie i słowniki jak zwykle twierdzą, że to my mamy je z łaciny, ale równie dobrze łacina może mieć to od nas.

Oficjalnie od łacińskiego Caminus:

Wulkan

Nie zastanawiało Was nigdy, co to jest Wulkan i skąd się wziął (w sensie nazwy)? Słowo to jest czystosłowiańskie i jest złożeniem dwóch rdzeni:

  1. Wol ← Wielki, Bolszoj (W↔B), Bardzo, BOLesław, Wilk (Wielki pies)
  2. Kan ← Kamień, Piec, Ziemia, Dom – co wyjaśniam dokładniej powyżej

To złączenie zostało stworzone najprawdopodobniej przez Etrusków, którzy jako pierwsi Słowianie w historii zobaczyli Wulkan. Chodzi oczywiście o Wezuwiusz koło Neapolu. Kiedy zobaczyli to cudo, nie mogli nazwać go inaczej jak właśnie Wielki Piec czyli Wulkan (inne słowo określające takie cudo na ten moment raczej nie istniało, więc utworzono je z dostępnych powszechnie innych słów – porównaj Telewizja jako Daleko (D→T) i Widzieć).

Oczywiście słownik etymologiczny pominie całkowicie słowiańskie znaczenie tego słowa, bo przecież lepiej napisać, że znaczenie jest nieznane, prawda?

From Latin Vulcānus, of Etruscan origin, but unknown meaning.

Nie jest wiedzą powszechną (a przynajmniej mnie nie uczono), że był też taki ktoś jak bóg Wulkan:

(Roman mythology) The god of volcanoes and fire, especially the forge, also the patron of all craftsmen, principally blacksmiths.

(rzymska mitologia) Bóg wulkanów i ognia, szczególnie wykuwania, również patron rzemieślników, szczególnie kowali.

Potwierdza to tylko, że słowo Wulkan, to nic innego jak Wielki Piec.

Wyjaśnię jeszcze, że en:Forge (Kucie, Kuźnia) pochodzi z la:Fabrica (Kuźnia, Fabryka), a to z la:Faber (Kuć, Tworzyć, Dopasowywać), a to jest nic innego jak nasze Dbać, Dobry (Pasujący), Dłubać (D→F) i to samo, co sumeryjskie Tabira (Łączyć).

Dym i Fume

Ze względu na to, że planuję zrobić oddzielne artykuły o świetle pochodzącym z nieba (kolorach) i braku światła pochodzącym z ziemi (ciemności). To tutaj tylko wspomnę, że ogromna ilość słów związana ze światłem pochodzi od rdzenia BR/PL (Niebo), a ogromna ilość słów na zasadzie przeciwieństwa związana z ciemnością (w tym sama Ciemność) pochodzi od rdzenia DM/ZM/TM (Ziemia).

Do tej grupy należą Dym/Fume, Tuman (kurzu), Duch, Dusza, Zima, Ciemność, Zimno, Ćma (wiedzieliście, że po awestyjsku Ćma brzmiało Tma?), Tama, Duszno, Dusić się, a w innych językach: Dusk, Dew, Fuscus, Dye, Dust (tak, to nasze Dusić), Thymos.

Połowa

O ile u nas słowo Pół/Połowa pochodzi od Pol (rdzeń BR – Niebo), bo niebo zajmuje dokładnie połowę horyzontu, to już w językach greckim i łacińskim na zasadzie przeciwieństwa to samo słowo utworzone jest od słowa Ziemia (bo też zajmuje połowę horyzontu). I tak po łacinie połowa to Semi, a po grecku występuje forma zkentumizowana: Hemi (np. Hemisfera – Półkula).

Żona

Nie można również zapominać, że tym samym rdzeniem, co Ziemia i Dom jest oczywiście słowo Żona (chodzi o skojarzenie z rodzeniem, sianiem i tworzeniem nowego życia). Dokładniej opisuję to w artykule: Mąż i Żona.

Podobało się?

Nie używasz PLN? Nie ma problemu, Flash-Cash przyjmuje przelewy w ponad 100 walutach!

Kliknij, by rozwinąć więcej info o Flash-Cash.org

Info językowe
Info historyczne
Sposób opisania
Summary

Najdłuższe polskie słowo

Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Jakie jest oficjalnie polskie najdłuższe słowo
  2. Jakie jest oficjalnie angielskie najdłuższe słowo
  3. Jakie jest naprawdę najdłuższe polskie słowo przyjmując kryteria angielskie :)
  4. Jakie jest najdłuższe polskie słowo z jedną samogłoską?
  5. Jakie jest najdłuższe angielskie słowo oficjalnie bez samogłoski?
  6. Jakie jest najdłuższe angielskie słowo używane do tej pory i oficjalnie nie ma samogłoski?
  7. Polskie łamańce językowe

Córka mieszkańca Stambułu?

Jeśli wiemy, że Stambuł nazywał się Konstantynopol (14 liter), to jego mieszkaniec, to nikt inny jak Konstantynopolitanin (20 liter), choć w języku polskim dopuszcza się również formę Konstantynopolitańczyk (22 litery). Żona takiego gościa to Konstantynopolitańczykowa (25 liter), a jego córka to Konstantynopolitańczykówna (26 liter). I to słowo uznane jest za najdłuższe polskie słowo. Jednak można je bardzo łatwo wydłużyć stosując system prefiksów i sufiksów. Wystarczy zmienić przypadek na narzędnik liczby mnogiej i już mamy Konstantynopolitańczykównami (28 liter), a jeśli dodamy chociaż Neo na początek to mamy Neokonstantynopolitańczykównami (31 liter), co jest słowem ponad 30 literowym.

Oczywiście dłuższe słowo można robić i robić bez końca, ale przyjmuje się, że powinno być ono w mianowniku i nie zawierać liczebników, bo po polsku liczebniki porządkowe piszę się łącznie, nawet z kolejnym rzeczownikiem, dla przykładu:

Dziewięćsetdziewięćdziesięciodziewięciotysięcznik (49 liter), ale można takie słowa wydłużać w nieskończoność.

Zapalenie płuc

Po angielsku pewien rodzaj płuc, w skrócie nazywany “pneumonia”, w pełnej wersji nazywa się Pneumonoultramicroscopicsilicovolcanoconiosis (46 liter). Generalnie terminów medycznych czy chemicznych nie powinno się używać, bo też je można wydłużać w nieskończoność, ale tu Anglicy tłumaczą, że choroba jest dość pospolita, dlatego takie słowo sobie uznają.

Kto mieczem wojuje od miecza ginie!

Skoro Anglicy mogą, to czemu my nie? Według tych samych kryteriów, mamy takie samo słowo, mało tego jest zdecydowanie bardziej polskie, niż Pneumonoultramicroscopicsilicovolcanoconiosis angielskie, bo Anglicy po prostu skopiowali nazwę z łaciny, a my mamy własną! Tym słowem jest: Fenylodimetylopirazolonometyloaminometanosulfonian sodu (50 liter bez “sodu”), a co ta magiczna nazwa oznacza? Jest to po prostu Pyralginum! Chyba nie da się zaprzeczyć, że Pyralginum jest zdecydowanie bardziej popularne od zapalenia płuc, więc według kryteriów angielskich, na pewno mamy dłuższe słowo niż oni!

Polskie rekordy

Najdłuższym polskim słowem mającym dokładnie jedną samogłoskę (czyli jednosylabowym) jest “chrząszcz” (9 liter), choć ma tylko 5 głosek.

W innych słowiańskich językach można stworzyć słowa w ogóle bez samogłosek np. sk:vlk czy hr:krk. To drugie znamy też z nazwy słoweńskiej firmy farmaceutycznej: Krka.

Najbardziej bezwzględnym słowem dla samogłosek jest właśnie słowo “beZWZGLędny”, bo ma aż pięć spółgłosek obok siebie…

Choć w zdaniu: “Z więzienia zbiegł sprawca przesteMPSTW W SPSTRokaciałych spodniach” mamy spółgłosek obok siebie aż 11 ( i  NIE MA tu żadnego dwuznaku)! Oczywiście Ę zapisane jest fonetycznie, bo Ę przed spółgłoską wargową wymawia się EM. Musicie przyznać, że nie da się tego wymówić na głos :).

Angielskie rekordy

Ze względu na to, że Y czyta się po angielsku jak J, to Y uznawane tam jest za spółgłoskę. Oczywiście nie przeszkadza to czytać anglikom Y jak I czy AJ, ale wtedy nadal nie ma tam oficjalnie żadnej samogłoski.

Najdłuższym nadal używanym słowem bez samogłosek (AEIOU) jest Rhythms (7 liter) (Rytmy), a historycznie jest jeszcze Twyndyllyngs (12 liter) (bliźniaki) i jest to zapożyczone z walijskiego (gdzie notabene LL czyta się jak SS!), a obecnie używa się skrótu “Twins” (bliźniaki).

Łamańce językowe

Każdy zna jakieś łamańce językowe typu “Stół z powyłamywanymi nogami”, ale większość z nich bardziej polega na błędach pamięci niż na łamaniu języka. Np. “W leży Jerzy na wieży” czy “Idzie Sasza szosą” jeśli mamy napisany tekst (czyli nie musimy pamiętać głosek po kolei) to wypowiedzenie “łamańca” nie powinno przysporzyć większych trudności. Ale poza powyższym sprawcy przestępstw, mamy jeszcze jednego… takiego co już go policja rozbroiła… nazwiemy go: “Rozrewolwerowany rewolwerowiec”, a to wymówić trudno nawet jak się to widzi. Jeszcze innym jest sytuacja, kiedy wyjdę z grupy krzyczących ludzi, mogę wtedy śmiało powiedzieć, że “wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu”.

Jeśli znacie inne rekordy lub ciekawe łamańce, to podzielcie się w komentarzach!

Podobało się?

Wyślij chociaż 5PLN. To tyle co: kawa, piwo albo dwie wyborcze, a 10 razy mniej niż kablówka, która NIGDY nie powie Ci tego, co tu znalazłeś nieodpłatnie.

Kliknij, by rozwinąć więcej info o Flash-Cash.org

Info językowe
Info historyczne
Sposób opisania
Summary

Siedem krasnoludków języka polskiego

2014/12/14 Doszedł akapit: Interagować

Dziś troszkę o magicznej słowiańskiej gramatyce! Ostrzegam, będzie sporo filozofii i teorii języka, więc umysł musi być wypoczęty inaczej połowy można nie zrozumieć :).

Siedem krasnoludków

Oto one: ciszek, ciemek, ciurek, chyłek, nienacek, omacek i ukradek – ale co to niby jest?!?

Otóż te siedem słów to tak zwane krasnoludki języka polskiego, ponoć istnieją, ale nikt ich nigdy w tej formie nie widział :).

Ich ewenement polega na tym, że nigdy nie są używane w formie w mianownika, a zawsze w którymś z pozostałych przypadków… a oficjalna gramatyka zalicza je do… przysłówków!

Zobaczmy, skąd je znacie:

  1. Mówię po cichu
  2. Nie widzę po ciemku
  3. Woda leci ciurkiem
  4. Weszli do piwnicy nieco chyłkiem
  5. Wyskoczył z nienacka
  6. Szukam po omacku
  7. Patrzę ukradkiem

A teraz utwórzcie od nich mianowniki! I stąd nasze krasnoludki.

Magiczne czasowniki

A wiedzieliście, że w językach słowiańskich nie można utworzyć czasu teraźniejszego od czasowników dokonanych/jednorazowych?

Nie wierzycie? To spróbujcie!

  • Powiedzieć → Ja powiedziałem / Ja powiem to przeszły i przyszły,
  • Zrobić → Ja zrobiłem / Ja zrobię itd.

a teraźniejszego nie ma!

Wynika to z tego, że każdy czasownik można odmienić tylko w 2 koniugacjach (teraźniejszej i przeszłej – nie ma przyszłej). Ale że prawie każdy czasownik w języku słowiańskim ma 2 aspekty: dokonany/jednorazowy oraz niedokonany/ciągły to w praktyce można utworzyć 4 czasy.

  • Czasowniki niedokonane można odmienić jako teraźniejsze lub przeszłe ciągłe
  • Czasowniki dokonane odmienione tak samo zamienią się w czasowniki przyszłe jednorazowe lub przeszłe jednorazowe

Zobaczmy na przykładzie słów robić/zrobić:

  • w odmianie teraźniejszej: niedokonany robię jest teraźniejszy, ale jak go “dokonamy”, to otrzymamy zrobię, które jest już czasem przyszłym jednorazowym, to samo stanie się w innych osobach: robisz/zrobisz, robi/zrobi itd. – zmiana aspektu na dokonaną automatycznie powoduje zmianę czasu!
  • w odmianie przeszłej: niedokonany robiłem jest przeszły ciągły (znaczy tyle, że trwał przez jakiś czas, a nie przez punkt w czasie), ale jak go “dokonamy”, to otrzymamy zrobiłem, który jest przeszły jednorazowy (znaczy tyle, że był punkt w czasie, do którego czasownik się odnosi)

Całość jest dość logiczna, bo nie można czegoś “dokonać” w momencie mówienia (w teraźniejszości), ponieważ zawsze będą choć ułamki sekund pomiędzy “dokonaniem się czynności” a wymówieniem tego faktu, dlatego możemy powiedzieć: “teraz coś zrobiłem” lub “teraz coś zrobię”, ale mimo użycia słowa “teraz” to nadal nie jest czas teraźniejszy, a przeszły lub przyszły, choć od teraźniejszości dzieli go niewielka różnica.

Całość jednak ma brakujący element, co zrobić, jeśli chcemy wyrazić czynność ciągłą w przyszłości? Normalnie nie ma takiej opcji, bo czasownik ciągły w wersji niedokonanej to przecież czas teraźniejszy! Jednak nasz język ma na to sposób, korzystamy z odpowiedniej odmiany słowa “być” + czasownik w formie przeszłej lub bezokoliczniku np. Będę robił / Będę robić. Nazywa się to “czasem przyszłym złożonym”. Oficjalnie nie ma różnicy między nimi, choć wersja z bezokolicznikiem jest prostsza w użyciu i NIE niesie ze sobą więcej informacji (np. o płci podmiotu) np. Będzie robiła (wiemy, że niewiasta) ↔ będzie robić (nie wiemy kto). Prostsza forma jest też częściej wykorzystywana przez mniej wykształconą część społeczeństwa.

Brak czasu teraźniejszego od “zrobić” nie przeraził? A co jakby trzeba było zrobić na odwrót? Z czasu teraźniejszego zrobić bezokolicznik. No jak się nie da, jak się da. No przecież każdy czasownik musi mieć bezokolicznik! Skoro tak, to proszę teraz utworzyć bezokolicznik od “powinienem”… jak to niby będzie? “Powinieneć”? Ha. W słowniku będzie: “mieć powinność”, ale nie odmieniamy tego “Ja mam powinność” (choć i tak można), tylko “ja powinienem”,  a “ty powinieneś”… więc to nie jest bezokolicznik od tego słowa!

A teraz cytat na odmóżdżenie z Włatców móch idealnie oddający istotę naszej gramatyki:
- “No właśnie… Andżelika sobie szła…a ja już nie mogłem sobie sz..sz…szł…szłeć….szłejść….ku**a, co to wianki, kto to pisał?!?”

Link do wersji audio

Jesteć

Oficjalnie w języku polskim nie ma czasownika “jesteć” i jest on uznawany za podczasownik “być”. Czasownik “jesteć” zachowany jest jednak w języku polskim w formie “istnieć”. Przyjmuje to formy: Ja jestem / Ja istnieję. Co ciekawe po angielsku jest tak samo: “be” (być)→ “is” (jest), ale “exist”(“st” na końcu “exist” to nic innego jak polskie “stać”), ale w Sanskrycie już nie. Bhavati i Asti to dwa różne czasowniki.

Zauważcie, że czasownik “jesteć” odmienia się inaczej w koniugacji teraźniejszej, niż wszystkie inne czasowniki w języku polskim:

  1. Jestem, kocham, lubię
  2. Jesteś, kochasz, lubisz
  3. Jest, kocha, lubi
  4. Jesteśmy, kochamy, lubimy
  5. Jesteście, kochacie, lubicie
  6. Są, kochają, lubią

Jak widać końcówki są inne! Ale dlaczego? I skąd się wzięły?

Spróbujmy odmienić te same czasowniki w koniugacji przeszłej. “Jesteć” w koniugacji przeszłej zmienia się w “być” i tak go odmienimy:

  1. Byłem, kochałem, lubiłem
  2. Byłeś, kochałeś, lubiłeś
  3. Był, kochał, lubił
  4. Byliśmy, kochaliśmy, lubiliśmy
  5. Byliście, kochaliście, lubiliście
  6. Byli, kochali, lubili

Tym razem WSZYSTKIE końcówki są identyczne! Mało tego… sprawdźcie jeszcze raz końcówki od “jesteć” w czasie teraźniejszym… są to te same końcówki. Okazuje się, że odmieniając “być” w czasie teraźniejszym, tak naprawdę odmieniamy “jesteć” w czasie przeszłym! Ale dlaczego? Odpowiem poniżej.

Mało tego, według polskiej gramatyki w koniugacji przeszłej odmienia się czasowniki również przez rodzaje, z tego wynika, że prawidłową odmianą “jesteć” w rodzaju żeńskim powinno być: Ja jestam, Ty jestaś, Ona jesta, choć w liczbie mnogiej pozostaje problem zamiany L na Ł, bo w tym czasowniku nie ma po prostu L :).

Kolejnym ciekawym problemem jest rodzaj nijaki… otóż możemy powiedzieć: “Słońce świeciło”/, ale jeśli samo słońce chciałoby powiedzieć o sobie, że “świeciło” to powstaje problem, bo po polsku rodzaj nijaki w ogóle nie posiada czasowników w czasie przeszłym (za wyjątkiem 3 osoby lp np. było, robiło)!

W czasie teraźniejszym słońce powie: “Ja świecę”, ale w czasie przeszłym prawidłową formą byłoby: “ja świeciłom”!

Teraz pora na wyjaśnienie zagadki słowa “jesteć”, a jest to bardzo ciekawe zjawisko. Otóż tak naprawdę to nie jest przypadek, że akurat słowo “jesteć” jako jedyne odmieniane w czasie teraźniejszym przyjmuje końcówki czasu przeszłego. Tak naprawdę to słowo “jesteć” jest ŹRÓDŁEM(!) tych końcówek. Chodzi o to, że gramatycznie, to słowo “jesteć” jest jedynym słowem w ten sposób odmienianym w naszym języku, a formy czasu przeszłego tworzy się poprzez połączenie formy przeszłej czasownika (był, robił, pisał) z odmienionym słowem “jesteć”, a właściwie jego formą skróconą do samej końcówki. Na ten moment brzmi to trochę abstrakcyjnie, ale jak zobaczycie przykłady, to stanie się to jasne.

  • Ja jestem pisał → Ja pisałjestem → Ja pisałem
  • Ty jesteś pisał → Ty pisałjesteś → Ty pisałeś
  • On jest pisał → On pisałjest → On pisał
  • My jesteśmy pisali → My pisalijesteśmy → My pisaliśmy
  • Wy jesteście pisali → Wy pisalijesteście → Wy pisaliście
  • Oni są pisali → Oni pisalisą → Oni pisali

Należy odjąć jest / jeste ze środkowej formy, by uzyskać ostateczną

Dla niektórych to nadal może brzmieć jak abstrakcja, oto kolejny dowód:

  • Języki wschodniosłowiańskie pomijają “jesteć” całkowicie w tworzeniu czasu przeszłego np. ru:Ja był, be:Ja był, uk:Ja buw
  • Język polski jest JEDYNYM językiem słowiańskim, który odmienia “jesteć” razem z rdzeniem “jest”, a przez to używa samych końcówek “jesteć” by uzyskać czas przeszły
  • Pozostałe języki słowiańskie (poza polskim i wschodnimi, które omówiłem wyżej) czyli południowe oraz czeski i słowacki, do utworzenia czasu przeszłego używa CAŁEGO “jesteć”

Przykłady na podstawie słowa robić (po czesku: działać, po chorwacku: czynić – chorwacki zamiast ł używa o):

  • Czeski: Ja jsem → Ja jsem delal, Ty jsi → Ty jsi delal, On je → On dela, My jsme → My jsme delali, Wy jste → Wy jste delali, Oni sou → Oni delali
  • Słowacki: Ja som → Ja som robil, Ty si → Ty si robil, On je → On robil, My sme → My sme robili, Wy ste → Wy ste robili, Oni su → Oni robili
  • Chorwacki: Ja sam → Ja sam ucinio, Ti su → Ti su ucinio, On je → On ucinio, Mi smo → Mi ucinili, Vi ste → Vi ste ucinili, Oni su → Oni ucinili

Najlepsze jest to, że po polsku możemy tworzyć czas przeszły identycznie (bez “jest” i “jeste”), nie wierzycie? Oto dwa przykłady:

  • Jam był / Ja żem był
  • Tyś był / Ty żeś był
  • On był / On był
  • Myśmy byli / My żeśmy byli
  • Wyście byli / Wy żeście byli
  • Oni byli / Oni byli

Czy przyszło Wam kiedyś do głowy, że czas przeszły generujecie po prostu ze słowa “jest” połączonego z formą przeszłą czasownika? Nie spotkałem tej informacji w żadnym podręczniku do gramatyki… Zauważyłem to po prostu przez analogię do innych języków.

A wiecie, że języki zachodnie zbudowane są tak samo?

Tam jest taki dziwny podział, że czasowniki nieprzechodnie odmieniają się jak po polsku (za pomocą być), a przechodnie za pomocą mieć. Wyjątkiem jest chyba tylko angielski, który zawsze czas przeszły robi za pomocą mieć… Z tym, że tam forma przeszła czasownika najczęściej równa się imiesłowowi biernemu (tzw “trzecia forma” w angielskim, Perfekt w niemieckim, czy “-é” po francusku), chcecie przykłady?

Francuski:

  • inakuzatywne: Je suis tombé. dosł. “Ja jestem upadły.” (= “Upadłem.”)
  • inergatywne: J’ai travaillé. dosł. “Ja mam pracowane.” (= “Pracowałem.”)

Niemiecki:

  • inakuzatywne: Der Hund ist gestolpert. dosł. “Pies jest potknięty.” (= “Pies potknął się.”)
  • inergatywne: Der Hund hat gebellt. dosł. “Pies ma szczekane.” (= “Pies zaszczekał.”)

I znów jest to logiczne! Dlaczego? Otóż czasowniki nieprzechodnie zazwyczaj omawiają zmianę stanu przedmiotu, dlatego łączą się z “być”, a przechodnie zazwyczaj wymagają wykonawcy, dlatego łączą się z “mieć”!

Nieprzechodność

Cóż to znowu jest za cudo ta nieprzechodność?

Otóż w zdaniu “Motor wyprzedził samochód” tak naprawdę nie wiemy kto kogo wyprzedził! Wynika to z tego, że i mianownik i biernik mają w rodzaju męskim nieżywotnym identyczną formę i w ten sposób nie wiemy, co jest biernikiem, a co mianownikiem…

Aby w takiej sytuacji rozwiać wątpliwości, używa się tzw. strony biernej, chodzi w tym o to, że to zamieniamy rolę podmiotu i przedmiotu i teraz to przedmiot staje się podmiotem, ale jest bierny wobec przedmiotu (stąd nazwa tej strony). Bardziej zrozumiałym językiem: Jeśli napiszemy: “Samochód został wyprzedzony przez motor” to nadal formy są identyczne, ale już wiemy, że samochód jest podmiotem, a motor przedmiotem, bo przed przedmiotem stoi przyimek “przez”, który informuje nas, że “motor” to biernik. Jest biernikiem tylko w sensie gramatycznym, bo w sensie zdania to podmiot (samochód) jest bierny, bo on nic nie robi, jest wyprzedzany przez aktywny motor.

Skoro strony są już mniej więcej jasne, to przyjrzyjmy się następującemu przykładowi:

“Obszedłem jezioro” – wszystko jasne.

Więc skoro ja obszedłem jezioro, to jezioro zostało przeze mnie… obejdnięte(?!?)? Język polski po prostu nie przewiduje takiego zdarzenia!

Taki stan rzeczy (a właściwie ułomności języka) ma ogromne implikacje w naszej mowie.

Zastanówmy się przez chwilę nad zdaniami: “Dom spłonął” i “Pranie wyschło”. Jak się dobrze zastanowić, to “dom wcale nie spłonął”! ale “został spłonięty”:). Chodzi o to, że zdanie “dom spłonął” mówi, że dom jest inicjatorem / wykonawcą czynności, a przecież tak nie jest. To tak jakby na ukradziony rower powiedzieć “rower ukradł”. Dom tak naprawdę jest biernym obiektem tej czynności, tak więc prawidłowo powinno być: “dom jest spłonięty”, ale że w naszym języku nie ma takiej formy czasownika, to używamy błędnej! Tak samo jest z praniem, pranie nie wyschło, ale zostało “wyschnięte” przez np. suszarkę lub parowanie, ale że nie ma takiej formy czasownika, to mówimy, że “pranie wyschło”.

Ciekawą specyfiką języków słowiańskich jest też to, że dla czasownika nieprzechodniego mają często bliźniaczy czasownik przechodni wzbogacony tylko o “się” np. suszyć się – schnąć, topić się – tonąć, moczyć się – moknąć, palić się – płonąć.

a teraz przykład:

Marek topił się → Marek został utopiony

Marek tonął → Marek został … utonięty?!?

Pasuje tu przypomnieć zwrot Kubusia Puchatka: “Bo Ci pęknę balonik!”.

SMS-a

Jak to widzę to “mię krew zalewa”. Żeby było jasne, biernik ma dwie formy. Dla męskich żywotnych jest taki sam jak dopełniacz, a dla męskich nieżywotnych taki samo jak mianownik czyli:

Kupię dom, samochód, portfel, komputer ← biernik jak mianownik – bo to nieżywotne!

Nie kupię domu, samochodu, porftela, komputera ← po zaprzeczeniu ZAWSZE dopełniacz!

Poznam Bartka, męża, ojca, pana, pijaka ← biernik jak dopełniacz – bo to żywotne!

Ale co z trupem i nieboszczykiem? żywotny czy nieżywotny? wbrew pozorom żywotny! więc zakopałem trupa i nieboszczyka, a nie “zakopałem trup” :)

a co ze zwierzętami? obecnie żywotne, więc “czeszemy konia”, ale kilkaset lat temu zwierzęta były nieżywotne, dlatego w Panu Wojodyjowskim krzyczą “Na koń”. Tak samo kilkaset lat temu nie używano też czasem wołacza… niby krzyczano “ojcze”, “matko”, ale w zdaniu “tak mi dopomóż Bóg i święty krzyż” ewidentnie używa się mianownika zamiast wołacza!

Skoro teoria za nami, to teraz pokażę ciekawe przykłady błędów i to tak głęboko zakorzenione, że gdyby ktoś powiedział poprawnie, to byłoby to tak rażące, że część z nas by takiego “zbytnio poprawnego” przywołała do porządku:

Skoro jemy: ser, rabarbar czy chleb, to dlaczego jemy bananA czy hamburgerA?!?

Skoro wysyłamy: list, prezent czy karton to skąd u diabła w reklamach wysyła się sms-a? A skąd tam w ogóle jest myślnik? Od kiedy to odmieniając przez przypadki dodajemy myślnik? Może faktycznie powinniśmy jeść banan-a, z myślnikiem według tej samej logiki?

Oto przypomnienie przypadków:

Afonetyczność

Od dziecka jesteśmy uczeni, że język polski jest fonetyczny, jak się pisze, tak się czyta… oczywiście są od tego wyjątki regularne jak np. czytanie głosek dźwięcznych jako bezdźwięczne np. kredka → kretka. Ale jest słowo, w którym zmieniamy wymowę w inny sposób, to słowo to “linia”.

Porównajmy dwa słowa: “lina” i “linia”… w wielu językach brzmią tak samo np. en:line, u nas jest różnica w miękkości “N”.

A teraz porównajmy dwa zdania:

  1. Akrobata idzie po linie.
  2. Samochód wjechał na linię.

Według zasad wymowy języka polskiego, końcowe Ę czyta się jak E, więc wymowa tych słów powinna być identyczna. Ale nie jest! Proszę wymówić oba zdania i usłyszycie różnicę. Słowo “linie” czyta się faktycznie fonetycznie, ale słowo “linię” czytamy “lińje”. Długie “ni” skracamy do “ń”, za to “i” wydłużamy do “j”! Jeśli nadal nie słyszysz różnicy, to spróbuj wymówić poniższe dwa zdania, a powinna być już widoczna:

  1. Samochód wjechał na linie holowniczej do warsztatu
  2. Samochód wjechał na linię rozdzielającą pasy ruchu.

Interagować

Kiedyś odczułem bardzo poważnie brak czasownika od słowa “interakcja”. Nie wiedziałem jak nazwać kontakt mojej niemowlęcej córki z rówieśnikami. Mowa to nie była, a po prostu interakcja. Ale mówienie “wchodzi w interakcję z innymi dziećmi” brzmiało co najmniej dziwnie. I do tej pory nie wiem jak taką czynność nazwać, a że słowo było mi potrzebne, to ułożyłem: Interagować!

Zastanawiacie się pewnie dlaczego właśnie ta forma? Bo właśnie ta jest prawidłowa :).

Kiedy to słowo powstało w łacinie, to zarówno K jak i G zapisywano tym samym znakiem. Później doszło do rozdzielenia znaków dla wersji dźwięcznej i bezdźwięcznej, więc problem zapisu się pojawił. Mamy słowa jak Akcja i Akcyjny. Mamy też Redakcja i Redakcyjny, ale czasownik to Redagować, a nie Redaktować! Mamy też Reakcję ale Reagować! Więc od Interakcji jest Interagować :).

Ciekawostką jest to, że w języku Esperanto jest taki sufiks jak -AGI (a nie -AKTI), który właśnie dodaje sie do słowa by oznaczyć akcję / czynność. Co ciekawe słowo ma polskie korzenie, chodzi o święto Godowe, które obecnie nazywamy Bożym Narodzeniem. Ze względu na to, że w ten dzień słońce po raz pierwszy podnosi się na horyzoncie, to jest to znak odrodzenia i działania natury. W kilku językach -AGI zachowało sie w formie zbliżonej do polskiego “God” np. ie:Aigid (kierować, działać), walijski:Agit (działać) i oczywiście Sanskryt: Ażati (kierować, rzucać). Inną pochodną tego słowa jest po prostu: Agitacja (działanie). Nie daleko tu już do imienia Agata, która co prawda nie pochodzi od “działać”, ale od bycia “dobrym”, bo “God” oznacza również “dobry” po polsku np. w wersji “godny” i “pogoda”. Dokładniej to słowo opiszę w artykule dotyczącym Bożego Narodzenia. Liczę, że wyrobię się do świąt :).

Lub i Albo

Myślę, że zdecydowana większość z Was jest przekonana, że te słowa są równoważne, ale to nieprawda! Są sytuacje, w których różnica jest zauważalna! Szczególnie w prawie.

Podam dwa przykłady:

  1. “Z internetu możesz skorzystać na laptopie lub na stacjonarnym”
  2. “Z internetu możesz skorzystać na laptopie albo na stacjonarnym”.

Z pierwszego zdania wywnioskować możemy, że internet podłączony jest do obu urządzeń i z którego nie skorzystamy to internet tam będzie. Z drugiego natomiast można wywnioskować, że internet podłączony jest tylko do jednego z nich, ale nie wiemy do którego, więc możliwe, że będzie trzeba użyć z obu, by skorzystać z internetu.

  1. “Wygrasz tablet lub telefon” – wygrasz co najmniej jedno urządzenie
  2. “Wygrasz tablet albo telefon” – wygrasz dokładnie jedno urządzenie
  3. “Wygrasz tablet bądź telefon” – wygrasz co najwyżej jedno urządzenie (a możesz nie wygrać nic!)

A teraz bubel prawny!

Wiedzieliście, że w Polsce według prawa kradzież z użyciem przemocy pod warunkiem doprowadzenia do nieprzytomności jest legalna i nie podlega karze? Sądy oczywiście to prawo masowo łamią i skazują delikwentów, zasłaniając się własną interpretacją tego co ustawodawca miał na myśli, ale nie zmienia to faktu, że według zapisu w kodeksie taki czyn NIE JEST KARALNY!

A dlaczego?

Art. 280 § 1 Kodeksu karnego:
„Kto kradnie, używając przemocy wobec osoby lub grożąc natychmiastowym jej użyciem albo doprowadzając człowieka do stanu nieprzytomności lub bezbronności podlega karze (…)”

W skrócie: Jeśli ktoś kradnie używając przemocy ALBO doprowadza człowieka do stanu nieprzytomności podlega karze, co oznacza tyle, że musi zrobić ALBO jedno ALBO drugie by podlegać karze, jeśli zrobi I jedno I drugie, to nie spełnia warunku dla czynu podlegającego karze! Ot taka ciekawostka :).

Druga część

Kontynuacją tego artykułu po części jest: Słowiański ABS czyli Absolutny Brak Samogłosek. Zapraszam!

 

Podobało się?

5 PLN dotacji to dużo? A ile wydajesz na ogłupiającą TV?

Kliknij, by rozwinąć więcej info o Flash-Cash.org

Info językowe
Info historyczne
Sposób opisania
Summary